Dlaczego jestem przeciwny diecie paleo

Moi pradziadkowie byli rzeźnikami. Jadali mnóstwa mięsa.  Czy długo żyli? Nie. W pewnym sensie mam rodzinny przekaz, że z tym jedzeniem mięsa jest coś nie tak. Oprócz tego, mam też wieloletnie już przemyślenia i doświadczenia na ten temat, którymi chciałem się teraz podzielić. A skoro potomek rzeźników staje się weganinem, to coś może być na rzeczy.



Wiele lat temu mocno skręciłem w stronę diety wegetariańskiej. Przeczytałem książki i badania naukowe (np. słynne "China Study") wskazujące na liczne zalety diety roślinnej. Do tego, zauważyłem bezpośrednio na sobie wiele jej pozytywnych aspektów. Ruch "wege" wydawał mi się słuszny.

Potem zacząłem o tym dyskutować ze znajomymi. Ileż to razy słyszałem "ale przecież trzeba jeść mięso", "potrzebujemy mięsa, by mieć mięśnie", "trzeba jeść mięso by mieć siłę", "trzeba jeść mięso, by być zdrowym", "trzeba jeść produkty zwierzęce, żeby mieć zdrowe zęby i kości", "no ładne to Twoje jedzenie, ale gdzie mięso?", "od jedzenia mięsa ludzkość wykształciła lepsze mózgi". Bardzo mnie to dziwiło, zwłaszcza w obliczu wielu przeczytanych przeze mnie badań naukowych.

Oprócz tego natknąłem się również na zwolenników tzw. diety paleo. Czytałem ich blogi oraz książki. Twierdzili oni, że dieta roślinna powoduje niedobory, choroby, że ma wiele pestycydów oraz tzw. substancji antyodżywczych i naturalnych toksyn. Pojawiło mi się wtedy wiele wątpliwości i dawno temu skłoniło mnie to nawet do wypróbowania tej diety.

Na czym polega dieta paleo?


Dieta paleo polega na spożywaniu mięsa, warzyw, owoców, orzechów, z wykluczeniem nabiału, zbóż, roślin strączkowych, przetworzonych olejów, cukru, alkoholu i większości rodzajów przetworzonego jedzenia (np. wędlin, chleba, słodyczy, makaronów, chipsów, itp.). Unika się tam tego, co ludzkość zaczęła spożywać od rewolucji neolitycznej kilkanaście tysięcy lat temu i do której rzekomo nie dostosowała się genetycznie. Poleca się jeść to, co ludzkość jadła wcześniej, w okresie paleolitu (stąd nazwa "paleo"). "Jedz tyle mięsa, ile tylko chcesz" - znalazłem taki cytat na pewnej ich stronie. Tutaj też wspomnę, że jest wiele podobnych diet: dieta Dukana, niskowęglowodanowa (low carb), dieta Kwaśniewskiego (Jana, nie Aleksandra).

Na pewno można się zgodzić, że wykluczenie cukru i większości rodzajów przetworzonego jedzenia (szczególnie tego przetworzonego przemysłowo) jest dobrym pomysłem, co zresztą sam robię na diecie wegańskiej i polecam. No cóż, jeśli ktoś je dużo niezdrowej żywności, np. pierogów, naleśników, białego chleba, słodyczy i zrezygnuje z nich na diecie paleo, to owszem, może poczuć się lepiej, ale do tego wcale nie trzeba diety paleo.

Z diety zrezygnowałem już po kilku dniach. Kilka dni przeznaczyłem też na testowanie diet pokrewnych, np. niskowęglowodanowej, na której jadłem też sery. Nie czułem się od nich lepiej. Co ciekawe, poziom glukozy mi nawet lekko rósł (Zaraz, zaraz - czy to nie węglowodany powodują wzrost poziomu glukozy? Ten organizm to jest skomplikowany, nieprawdaż?). Ktoś może mi zarzucić, że za krótko prowadziłem te eksperymenty, ale ja też odpowiem: dlaczego nie poczułem dużej chęci kontynuowania? Bo np. gdy pół roku temu wystartowałem miesięczny eksperyment z dietą wegańską, to byłem od razu bardzo zadowolony. Teraz wręcz nie wyobrażam sobie powrotu. Dieta wegańska jest dla mnie fantastyczna!

Co ciekawe, moja znajoma też szybko zrezygnowała z tej diety, bo bardzo kusiło ją jedzenie węglowodanów. Z kolei mnie na diecie wegańskiej nie ciągnie do mięsa, a np. kiełbasy z grilla wydają mi się po prostu obrzydliwe.

Co nie podobało mi się w diecie paleo? 


Pierwsza rzecz to konieczność zabijania zwierząt. Pewną zaletą diety paleo jest to, że przynajmniej poleca się mięso z hodowli ekologicznych, w których to zwierzętom jest znacznie lepiej niż w hodowlach przemysłowych. Kupiłem zatem wtedy kurczaka z hodowli ekolologicznej. Chodziło też o to, żeby mięso było jak najmniej przetworzone (wędliny na diecie paleo odpadają, bo np. często mają cukier i wiele szkodliwych dodatków). Gdy wyjąłem go z torby, to miałem takie nieprzyjemne uczucie, jakbym trzymał w ręku skrzywdzone, małe zwierzątko i że przyczyniam się do śmierci takich zwierząt żeby tylko być "jeszcze zdrowszym". Co za podła motywacja. Było mi smutno. To jedzenie wcale zresztą nie czyniło mnie "jeszcze zdrowszym".

Zacząłem rozkrajać tego kurczaka. Tutaj też czułem się okropnie. Kochamy pieski, kotki i chomiki, a brutalnie traktujemy wiele innych gatunków zwierząt. Podejrzewam, że gdybym osobiście musiał zabić tego kurczaka przed zjedzeniem, to czułbym się jeszcze gorzej. Jeśli dieta ma sprawiać, że czujemy się lepiej, to ten mój żal na pewno w tym nie pomagał. A nawet w samym aspekcie dietetycznym nie poczułem się lepiej.

A czy jedzenie było smaczne? W diecie paleo nie poleca się panierki, więc smak dla wielu ludzi może nie być rewelacyjny. Tutaj chciałbym zwrócić uwagę, że na diecie wegańskiej jest takie bogactwo potraw i smaków, że argument smaku nie może przeważyć za mięsem. Swoją drogą, jak ktoś chce, to bez problemu może znaleźć dobre wegańskie kotlety. Smak mięsnych kotletów opiera się powiem w dużej mierze na panierce i przyprawach.

Koszt ekologicznego mięsa był gigantyczny. Jednego rekordowego dnia wydałem nawet 100 złotych na jedzenie! Natomiast tanie, przemysłowe mięso nie jest polecane w diecie paleo, więc odpada.

Długość życia na diecie paleo


Twórca diety Atkinsa (pokrewnej do paleo) zmarł wcześnie w wieku 72 lat. Rok wcześniej miał zawał. Dla porównania, znany promotor diety roślinnej, Thomas Colin Campbell (ten od słynnego Badania Chińskiego - The China Study), ma 84 lata i ciągle żyje aktywnie. To oczywiście jednostkowe przykłady, ale statystyki potwierdzają: weganie dbający o odpowiednie bilansowanie składników żyją dłużej od reszty populacji i rzadziej zapadają na choroby chroniczne (np. nowotwory i choroby serca). Co więcej, tzw. współcześni zbieracze-myśliwi na diecie zbliżonej do diety paleo nie są długowieczni! Przykładowo, Innuici z Kanady żyją 10 lat krócej w porównaniu do średniej w Kanadzie! Eskimosi też nie mają się czym chwalić. A przecież oni jedli tak dużo dobrej jakości mięsa!

Odpowiedź na wybrane zarzuty zwolenników diety paleo


Niedawno przeczytałem też książkę z nurtu paleo: "The perfect health diet" (autorzy: Paul Jaminet i Shou-Ching Jaminet). W książce krytykowano bardzo ziarna, np. pszenicę, że niby współcześnie jest mocno modyfikowana genetycznie. Przyznano tam jednak, że "mało wiadomo o szkodliwości kaszy gryczanej". A właśnie w ostatnich latach często po nią sięgałem i byłem bardzo zadowolony.

Krytykowano tam też, np. roślinny strączkowe, że "ludzie są zagonieni i nie mają czasu na całonocne namaczanie, kiełkowanie i długotrwałe ich gotowanie dla neutralizacji toksyn". No cóż, włożenie drobnej białej fasoli lub soczewicy do garnka na noc i ugotowanie jej rano to po prostu ogrom pracy ... :). Wykiełkowanie to też nie jest dużo więcej roboty. A nawet gdyby ktoś źle znosił strączkowe (ja akurat dobrze znoszę), to na diecie wegańskiej wcale nie trzeba jeść strączków, żeby mieć wystarczająco dużo białka (przykład: kanał Odmładzanie Na Surowo).

Z innych kwiatków: książka "The perfect health diet" polecała ... przyjmowanie kilkunastu różnych suplementów witamin i minerałów dziennie! No po prostu wspaniała dieta bez niedoborów! A moja dieta wegańska to prawdziwa bomba witaminowa i minerałowa, co widzę chociażby w moim bilansie składników odżywczych i wynikach krwi. Suplementuję tylko witaminę B12 i jeśli mało jestem na słońcu to jeszcze D3.

Zamiast książki "The perfect health diet" chciałbym polecić znakomitą pozycję zachwalającą żywność roślinną: "Nowoczesne zasady odżywiania" wspomnianego Thomasa Colin Campbella.



Na koniec powiem, że potrzebowałem trochę czasu, by zdobyć wiedzę na temat przygotowania potraw i bilansowania składników na diecie wegańskiej. Opłacało się, bo jestem bardzo zadowolony.




14 komentarzy:

  1. „Smak mięsnych kotletów opiera się powiem w dużej mierze na panierce i przyprawach.”
    Dyskusyjna teza. Zresztą rezygnując z mięsa nie tęskniłbym za tradycyjnym schabowym, ale już za pieczeniiami, bitkami/zrazami itd., jak najbardziej.

    W ogóle zestawianie paleo z wege do niczego nie prowadzi. Sensowniejszym pytaniem jest, czy jeśli ktoś nie jest mega zaangażowany w budowanie swojej diety (czyli w skrócie: nie jest „wyznawcą” wege-), to czy będzie się per saldo lepiej odżywiał pakując na talerz wyłącznie warzywa czy też dorzucenie 2-3 razy w tygodniu dobrej jakości mięsa doprowadzi do lepszego balansu białka, tłuszczu, witamin itp. Instynktownie powiedziałbym, że raczej pomoże niż zaszkodzi.

    Zresztą jeszcze kilka(naście) lat, i każdy będzie mógł mieć dietę dostosowaną do genów, flory bakteryjnej itp., bo coś takiego jak „uniwersalna zdrowa dieta” zwyczajnie nie istnieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. > "dorzucenie 2-3 razy w tygodniu dobrej jakości mięsa doprowadzi do lepszego balansu białka, tłuszczu, witamin itp. Instynktownie powiedziałbym, że raczej pomoże niż zaszkodzi."

      Niekoniecznie. Wiele wysokobiałkowych produktów wegańskich (np. soczewica, ciecierzyca, fasola, siemię lniane, orzechy, nasiona chia, nasiona maku) ma znacznie więcej witamin i minerałów niż mięso. Można sobie na przykład porównać sekcje "Nutritional value" na tych stronach: https://en.wikipedia.org/wiki/Lentil#Nutritional_value oraz https://en.wikipedia.org/wiki/Chicken_as_food.

      Dodatkowo, Światowa Organizacja Zdrowia zaklasyfikowała czerwone mięso (czyli również bitki, zrazy ...) jako prawdopodobnie rakotwórcze, więc może ono zaszkodzić: http://www.who.int/features/qa/cancer-red-meat/en/.

      Usuń
    2. Nie każdy dobrze toleruje rośliny strączkowe.

      Generalnie nie atakuję wege, niech sobie każdy je co mu smakuje i po czym mu dobrze - ci od keto też wychwalają, jak to się super nie czują - piszę tylko o tym, że dla przeciętnego zjadacza chamburgerów lepsze będzie przejście na bardziej racjonalną dietę z mięsem niż rzucanie się na wege z którego szybko zrezygnują bez ideologinczej podbudowy.
      Dużo zależy też od stylu życia, ja np. zużywam około 2500-3000 kcal dziennie, dostarczenie tylu kalorii tak, żeby nie mieć problemów natury gastrycznej, pomijając zupełnie produkty odzwierzęce, jest niepraktyczne. Przynajmniej z perspektywy kogoś, kto traktuje przesiadywanie w kuchni jako przykrą konieczność.

      Co do rakotwórczości, dowody na to, że nieprzetworzone mięso które nie jest katowane ekstremalnie wysoką temperaturą (grill) i/lub „przepracowanym”, starym olejem, są absolutnie zerowe. W bardziej skrajnych przypadkach również mówimy o korelacjach a nie o dowodach wprost. Podobnie było z biernym paleniem - korelacja istniała, ale po latach okazało się, że zagrożenie, choć niezerowe, było zdecydowanie przejaskrawione.

      Usuń
    3. Tak, nie każdy toleruje rośliny strączkowe. Zanim jednak się stwierdzi, że się ich nie toleruje, warto się stosować się do następujących reguł:
      1. Namaczać je na noc.
      2. Wystarczająco długo je gotować.
      3. Jeść je z warzywami i małą ilością tłuszczy i raczej nie mieszać z innymi pokarmami: nawet na 2-3 godziny przed i trzy po. Szczególnie nie jeść ich razem z owocami!
      4. Testować różne strączki, zaczynając od soczewicy czerwonej i białej, drobnej fasoli.

      A jeśli się już faktycznie stwierdzi, że się ich dobrze nie znosi, to można sobie wybrać dużo innych pokarmów roślinnych, które dostarczą nam wystarczająco dużo białka :).

      Co do dostarczenia 3000 kalorii na diecie wege, to nie mam z tym żadnego problemu. Same tzw. "kulki mocy" (miks orzechów, nasion i suszonych owoców) to są bomby kaloryczne, jednocześnie dostarczające mnóstwa białek, minerałów i witamin. A ich przygotowanie to mniej niż 10 minut, więc nie trzeba przesiadywać dużo w kuchni.

      Usuń
    4. _Wszystkie_ 4 punkty tylko podkreślają, że strączki są mało praktyczne dla kogoś, kto ma problem żeby zrobić sobie choć jeden konkretny posiłek dziennie a co dopiero pilnować od A do Z jakiejś konkretnej diety. Tacy udzie stanowią większość pracujących dorosłych poza tymi, którzy lubią/bardzo chcą poświęcać wiele uwagi jedzeniu, czyli m.in. wege/-a, dla których jest to część tożsamości, wręcz subkultura.
      Gdyby to było proste, z supermarketów już dawno by zniknęły całe alejki z niezdrowym żarciem ;)

      Nie piszę, że na wege nie da się tego czy tamtego, ale jeśli ktoś nie ma jakiejś ideologicznej podbudowy, pozbywanie się z jadłospisu całych grup produktów imho nie ma racjonalnego uzasadnienia.
      Co do kulek mocy, chciałbym zobaczyć swoje wyniki krwi gdybym 365 dni w roku w ten sposób przyjmował po 1000 brakujących kcal dziennie ;)

      Btw, a propo rakotwórczości - skąd bierzesz płatki owsiane, warzywa, owoce? Bo ja nawet nie chcę sprawdzać, ile glifosadu zjadam razem z codzienną miską płatków na śniadanie ;)

      Usuń
    5. Jeśli ktoś nie chce siedzieć w kuchni, zawsze może skorzystać z coraz to liczniejszych lokali wegańskich na mieście. W Warszawie jest ich bardzo dużo.

      Co do wyników krwi po kulkach mocy: bez eksperymentu trudno będzie sprawdzić :).

      Skąd biorę jedzenie? Ze straganu, z warzywniaka, czasami ze sklepu z ekologiczną żywnością. Z pewnością nie wykluczam wszystkich substancji rakotwórczych z jedzenia. W diecie roślinnej jest za to bardzo dużo substancji chroniących przed rakiem. Pewnym dowodem na to są ogólne statystyki zachorowalności na raka wśród wegan i nie wegan.

      Usuń
  2. Dzięki za podzielenie się wartościową opinią! Sam kieruję się mocno w kierunku diety wegetariańskiej (bo na wegańską chyba nie będę miał wewnętrznej siły), choć od zawsze myślałem, że bez mięsa człowiek nie może się zdrowo rozwijać. Teraz widzę, o ile lepiej się czuję, gdy jem mniej zwierzęcych produktów. Dużo dało mi do myślenia odstawienie mleka, po którym czułem się niezbyt dobrze. Obserwując własny organizm zwykle można dojść do ustalenia naprawdę zdrowego jadłospisu!
    Pozdrawiam serdecznie, czekam na kolejne Twoje wpisy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że coraz więcej ludzi kieruje się w stronę diety wegetariańskiej, zatem miło mi widzieć Twój komentarz :).

      Ja też kiedyś myślałem, że nie będę mógł żyć bez mięsa, a jak kierowałem się w stronę wegetarianizmu, to myślałem, że nie będą mógł zostać weganinem :).

      Obserwacja własnego organizmu jest kluczowa w dochodzeniu do zdrowego jadłospisu. To właśnie skłania wielu ludzi do wszelkich "wege" :).

      Gratuluję Twojego wpisu na blogu o "godzinie czytania dziennie". Daleko zajdziesz :).

      Usuń
    2. > Dużo dało mi do myślenia odstawienie mleka, po którym czułem się niezbyt dobrze.

      Cierpiałem z mlekiem lata. Wyszła nietolerancja na laktozę, więc zacząłem pić bez laktozy - ciągle źle. Zrobiłem porządny detoks i wszystko przeszło.

      Usuń
    3. Dzięki za podzielenie się z innymi. A na czym polegał ten detoks?

      Usuń
    4. Brałem naturalne suplementy ziołowe przez 2 miesiące, które usuwają złogi w jelitach.

      Usuń
  3. Znowu wege?

    Pisałem w komentarzu w poprzednim poście, że wege nie będzie nigdy popularne ze względu na całą otoczkę (zabijanie zwierząt itp) i proszę - od razu gadka o tym. Tak jest zawsze - najpierw że "spróbowałem", potem że "dobre, czuję się lepiej" i w końcu ta cała papka o zwierzętach.

    Ja powtórzę - jeść zdrowo, dużo warzyw, żadnego syfu, dać sobie ten raz czy dwa w tygodniu DOBREGO mięsa (najlepiej kurczak, indyk lub ryby) i nie ma co dywagować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, znowu wege :). Jestem bardzo zadowolony i czuję chęć dzielenia się z czytelnikami.

      Skoro po "spróbowałem" następuje "dobre, czuję się lepiej", to znaczy że w ruchach wege musi być dużo dobrego :).

      A co do wspomnianego przez Ciebie semiwegetarianizmu (dobrej jakości mięso raz, dwa razy w tygodniu), to jest to coś, co może być dobrą opcją do spróbowania dla kogoś, kto codziennie je mięso.

      Usuń
    2. Ja jestem "semi" (o ile w ogóle bym się etykietował, bo nie widzę takiego sensu :) ) od jakiś 7-8 lat i nic się nie zmieniło. Czuję że dla mojego ciała mięso dwa razy w tygodniu idealnie gra. Jak jem je codziennie albo prawie codziennie to czuję się gorzej (jakby struty), natomiast jak nie zjem w tygodniu wcale to nie widzę ŻADNEJ różnicy z tym jakbym zjadł raz czy dwa razy, więc brak korelacji :)

      pozdrawiam

      Usuń

Zachęcam do napisania komentarza :). Chętnie je czytam. Jeśli chcesz komentarzem zareklamować swoją stronę, to proszę upewnij się, że faktycznie przeczytałeś wpis, a Twój komentarz ma co najmniej kilka zdań. Zwiększy to szansę na publikację :).