Pożyczyłem samochód elektryczny - cicha, tania i przyjemna jazda bez spalin

Kilka razy pożyczyłem elektryczny samochód w Warszawie, korzystając z oferty "Innogy go!". Pożycza się go podobnie jak rower miejski. Przez aplikację w telefonie wyszukuje się dostępnych samochodów w pobliżu, klika "rezerwuj", po czym można do niego podejść, zeskanować kod QR, wejść i jechać. Na zakończenie zaś można go zostawić na parkingu (na razie na terenie Warszawy) i zwolnić rezerwację. W chwili obecnej jest kilkaset samochodów w Warszawie, zatem dostępność jest duża.



Jazda jest bardzo przyjemna. We flocie firmy są nowe, czteromiejscowe BMW i3 na prąd z automatyczną skrzynią biegów.

Koszty wychodziły mniej więcej takie jak za jazdę taksówką. Mogą się jednak różnić, bo płaci się na minutę, a nie za kilometr.

Tymi autami można nawet jeździć po buspasach i nie płaci się za miejski parking!

Ogólnie, to dalej jestem sceptyczny wobec samochodów. Łatwo jest się rozleniwić i znacząco zmniejszyć sobie dzienną dawkę ruchu. Ciągle uważam, że dojazdy rowerem, mechaniczną hulajnogą lub szybkie spacery w połączeniu z komunikacją miejską mogą być korzystne dla zdrowia: zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. Cieszę się jednak, że samochody stają się lepsze technicznie. Wreszcie pojawiają się modele które są ciche i nie emitują spalin. Że pojawiają się czujniki cofania i systemy unikania kolizji. Wszystkie te zalety mają te auta z "Innogy go!" (konkretnie, BMW i3 - choć pytanie, jak dobrze działają te systemy unikania kolizji: tutaj np. zadziałały: https://www.youtube.com/watch?v=rq0Wg_h_XXQ, a tu już nie: https://www.youtube.com/watch?v=dksruGK2MvM). Poprzez takie rozwiązania zbliżamy się do świata, w którym miasta są ciche i czyste, a na drogach jest bezpiecznie. Świat, w którym będzie można mieszkać przy ruchliwej ulicy i bez dyskomfortu otworzyć okno w nocy.

Takimi autami można jeździć bez kupowania i posiadania ich. Czyż to nie jest piękno minimalizmu? Do pełni "szczęścia" brakuje jeszcze większych samochodów, żeby można było przewozić więcej niż dwójkę dzieci, z automatycznie regulowanymi fotelikami pod dzieci (żeby nie trzeba było nosić własnych fotelików lub podstawek), oraz żeby można było jeździć pomiędzy miastami i więcej niż 160 km bez ładowania. To pewnie kiedyś się pojawi.

Nie podoba mi się, że najlepsze technicznie samochody kupują bogatsze społeczeństwa, a do Polski trafiają starsze, wieloletnie, mniej bezpieczne i emitujące spaliny. A przecież można jeździć dużo taniej nowym BMW :). Ostatnio kolega mnie rozbawił, mówiąc, że policzył sobie koszty samochodu i że taniej mu by było, gdyby do jazdy używał ... limuzyny ślubnej z prywatnym kierowcą. (Oczywiście, nie każdemu tak wyjdzie, zależy w jaki sposób używa samochodu; na przykład lekarzowi dojeżdżającemu do pacjentów bardziej będzie się pewnie opłacał własny samochód).

Acha, nikt mi nie zapłacił za ten wpis, po prostu spodobało mi się rozwiązanie. Muszę się jednak na koniec przyznać, że i tak preferuję jazdę taksówkami, bo wtedy dokonuję transferu odpowiedzialności na kierowcę. Nie muszę się np. przejmować stłuczkami.