Zakupy bez opakowań w warzywniaku (zero waste)

Półki ze skarbami w domu :)
Nie lubię widoku przepełnionego kosza w domu oraz walających się foliówek w kuchni. Nie lubię wizualnego krzyku kolorowych opakowań. Myśl o przepełnionych wysypiskach śmieci wzbudza moją niechęć. Nie chcę ich zapełniać jeszcze bardziej. A jeśli można, to chętnie bym rzadziej wynosił śmieci. Dlatego oczarował mnie ruch Zero Waste, który polega na unikaniu odpadów, opakowań i marnotrawstwa ze względu na porządek w mieszkaniu i ekologię.

Najłatwiej było mi zacząć od warzywniaka. Poszedłem do niego szybkim krokiem, żeby przy okazji zrobić sobie krótki, ale pobudzający trening (bez spalin!).

Torba na kółkach
Zakupy zapakowałem do torby na kółkach, żeby nie obciążać kręgosłupa. Innym wariantem jest wzięcie plecaka: większego lub mniejszego, zależnie od potrzeb. Niektórym odpowiada koszyk wiklinowy.

W warzywniaku było wiele produktów gotowych do przesypywania. Przyszedłem zatem z moimi pojemnikami i słoikami. Nie było problemu, pani nawet odliczała ich wagę. Mogę kupić w ten sposób soczewicę, groch, fasolę, ciecierzycę, słonecznik, orzechy (włoskie, laskowe, migdały, pistacje), sezam, pestki dyni, rodzynki, suszone daktyle i wiele innych produktów. Oprócz tego oczywiście warzywa i owoce bez opakowań i foliówek. Moim jedynym nieorganicznym odpadem był paragon. Mój warzywniak wspiera ruch zero waste!

Pojemniki z jedzeniem w warzywniaku

Wspiera, choć nie idealnie: widziałem, jak pani otwiera ogórki z dużej foliowej torby, i rozkłada je w sklepie. Mimo to, zrobiłem krok w dobrym kierunku.

Kilka razy z uśmiechem podziękowałem za propozycję zapakowania warzyw w foliówki. Nawet w przypadku sałaty, szpinaku, buraków i marchwi. Do wszystkiego mam przecież moją torbę na kółkach. Nawet jak się coś lekko zabrudzi, to w łatwością to umyję. A jak się delikatnie pomoczy, to nic się nie stanie.

Wnętrze mojej torby z zakupami

Po co pakować idealnie zapakowane przez naturę produkty roślinne w sztuczne, obrzydliwe foliówki, żeby potem nieść je do domu, wyrzucać do kosza, a następnie wynosić większe śmieci i przyczyniać się do przepełnionych wysypisk? A do tego do nieekologicznej produkcji kolejnych foliówek? Całe szczęście, że w niektórych krajach zakazano już ich używania.

Tym bardziej, że nie rozłożą się nawet przez tysiąc lat. Część z nich trafi do oceanu. Będą szkodzić rybom i zwierzętom. Na przykład żółwiom skórzastym, które mylą torebki foliowe z meduzami. Po zjedzeniu takiej foliówki, żółw będzie cierpiał wiele godzin, aż umrze od niestrawności. A ta historia jest tylko pierwsza z brzegu. Oprócz tego, wiele toksyn z tych śmieci przedostaje się do organizmów ryb. Potem do zjadających je ludzi.

Cieszę się, że ruch Zero Waste powoli się rozrasta. Szybko można przyzwyczaić się do zmian kilku drobnych nawyków. Wcale nie musi to być utrudnianie sobie życia. A poza tym, im więcej kupujących w stylu zero waste, tym więcej dostosowanych do nich sklepów.



Przy rozmowie z kolegami usłyszałem głos krytyki. "Co to da? Poprawiasz sobie tylko humor, oprócz tego nic nie zmieniasz. Ludzie i tak chcą tych foliówek". Do tego ktoś spojrzał na mnie tak, jakbym miał dziwaczne hobby i za dużo wolnego czasu.

Odniosę się do tego teraz. Te zakupy nie zajmują mi wcale więcej czasu. Wystarczyło RAZ je przemyśleć, przygotować słoiki i torbę na kółkach, a do tego przyzwyczaić się do mówienia "poproszę bez siatki" i "poproszę do mojego słoika".
Zakupy po wypakowaniu na stole


A jeśli chodzi o "to nic nie zmieni", to z każdą zmianą społeczną jest tak, że najpierw pojawiają się pierwsi adepci. Potem ruch zaczyna rosnąć. W pewnym momencie zauważają go media i doprowadzają do jego dalszej popularyzacji.

Poza tym są kraje, w których mieszkańcy produkują dużo mniej śmieci niż w Polsce. Zatem niektórym już sporo udało się zmienić. Nam też może się udać, nawet jeśli na prawdziwe efekty trzeba będzie poczekać jeszcze wiele lat.

Polecane strony w tym temacie:
http://www.ograniczamsie.com/tematy/zero-waste
http://zero-waste.pl/

Dodałem też trochę zdjęć na moim Instagramie.



6 komentarzy:

  1. Coraz więcej osób staje się świadomymi konsumentami. Jeszcze niedawno pani kasjerka w markecie patrzyła na mnie z dezaprobatą gdy wyciągałam warzywa z koszyka na taśmę. Wręcz upominano mnie że brudzą sobie przeze mnie ręce. Nie poddałam się ☺️ Nie jestem idealna i zdarza mi się zapomnieć własnej siatki albo kupić sok w plastikowej butelce. Kropka drąży skałę a takie drobne działanie każdego z nas przyniesie ogromną globalną zmianę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, cieszę się, że ma Pani takie podejście. Zresztą pasuje ono do Pani bloga - widzę, że Pani dużo podróżuje. Zapewne kocha Pani naturę i zatem chce Pani o nią dbać - chociażby przez ograniczanie śmieci.

      Zgodzę się, że kropla drąży skałę. Tutaj chciałem Pani osobiście podziękować. Niecałe dwa miesiące temu przeczytałem Pani wpis (https://zyciedlazaawansowanych.blogspot.com/2016/08/wege-od-25-roku.html) i postanowiłem wtedy przejść na weganizm. Dobrze mi z tym wyborem.

      Przy okazji, weganizm łatwo jest połączyć z zero waste.

      Pozdrawiam :).

      Usuń
    2. Panie Henryku... nawet nie wie Pan jaką mi radość sprawił :) Nie sądziłam, że ktokolwiek czyta moje gryzmołki :) A to, że mogłam się przyczynić do Pańskiej zmiany jest dla mnie zaszczytem ....pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    3. Cieszę się, że sprawiło to Pani radość. Pozdrawiam :).

      Usuń
  2. A ja już tak się przyzwyczaiłam, że w pierwszym odruchu wyciągam słoik, a dopiero potem przypominam sobie, że nie wszędzie mogą chcieć do cudzego spakować :p czasem mi się zdarza, że ten słoik i tak mi w jednorazówke próbują zapakować :p

    Popieram, dzisiaj patrzą na nas jak na dziwakow, jutro pytają o co chodzi, a za tydzień pytają o rady ;)

    Nie poddawajmy się! :D

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do napisania komentarza :). Chętnie je czytam. Jeśli chcesz komentarzem zareklamować swoją stronę, to proszę upewnij się, że faktycznie przeczytałeś wpis, a Twój komentarz ma co najmniej kilka zdań. Zwiększy to szansę na publikację :).