Eksperyment z jedzeniem, który pozwolił mi na oszczędzanie godziny dziennie


[Dopisek] Uwaga: ogólnie nie polecam jedzenia, o którym napisałem poniżej. Postanowiłem jednak podzielić się moimi wrażeniami.

Ostatnio pojawił się nowy trend żywieniowy: przyrządzanie rzekomo pełnowartościowego jedzenia poprzez rozpuszczanie w wodzie specjalnego proszku. Zaczęło się od produktu zwanego Soylent, a na jego bazie powstało wiele innych, czasami określanymi jako "jedzenie przyszłości",  "meal replacement" lub "powder food".

Przeprowadziłem kilkutygodniowy eksperyment z taką dietą. Gdy to był mój jedyny rodzaj pokarmu w ciągu dnia, to mogłem zyskać nawet godzinę dziennie. Zwykle jednak jadłem też coś "normalnego", więc oszczędność czasu była często mniejsza.

Kupiony przeze mnie produkt był wegański i zawierał m. in. płatki owsiane, siemię lniane i białka roślinne. Do tego dodane były też suplementy z witaminami i minerałami, by zapewnić właściwą ilość substancji odżywczych.

Zaskakiwała mnie prostota. Można jednorazowo kupić zapas tego jedzenia na cały miesiąc. Przygotowanie to tylko zalanie wodą i pomieszanie. Pić można nawet przy okazji innych czynności. Nie muszę gotować, a jeśli chodzi o zmywanie, to wystarczy tylko przepłukać kubek.

Liczenie kalorii było banalne, bo jedno opakowanie zawierało ich około dwóch tysięcy. Wiadomo zatem, ile można zjeść, by nie przekroczyć swoich limitów.

Cena niestety była dość wysoka - około 20 złotych za te dwa tysiące kalorii. Gdy patrzyłem na skład, to wydawało mi się, że koszt mógłby być nawet kilka razy mniejszy.

Nie podaję konkretnej marki, bo nic nie reklamuję. To nie był Soylent.

Przy tym jedzeniu pozostaje bardzo mało śmieci. Zatem to rozwiązanie wpasowuje się we wspaniały trend zero waste, który miał ostatnio spory odzew na polskich blogach Ograniczam Się, Droga do Minimalizmu, Simplicite oraz na Prostym Blogu.

Co prawda kilku moich znajomych też próbuje tego jedzenia, ale wielu innych reagowało tak: "Ale ja właśnie chcę jeść normalnie, lubię ten rytuał, gryzienie, chrupanie, patrzenie, wąchanie, dlaczego wy chcecie mi to zabrać? A do tego cenię wymiar towarzyski jedzenia". "Nie jedz tego obrzydlistwa". "Ty cyborgu". Już same słowa wyrażały dezaprobatę, a gdybyście zobaczyli ten wyraz twarzy :). W każdym razie było bardzo wesoło.

Tak, zdecydowanie nie jest to minimalizm w wersji slow, gdzie liczy się celebrowanie jedzenia. Bardziej jest to wersja fast, dla ludzi, którzy są tak bardzo zaangażowani w pracę, swoje hobby czy wychowywanie dzieci, że szukają wszelkich sposobów na uzyskanie dodatkowego czasu.

Powiedziałem fast, kojarzący się z jedzeniem typu fast food? Tylko to raczej nie jest fast food. To super fast food, ale niby zdrowy. 

Czy na pewno zdrowy? Co prawda twórcy twierdzą, że mielą zwykłe produkty, ale są tam różne dodatki, np. słodzik sukraloza. Czy na pewno są one nieszkodliwe, zwłaszcza w dużych ilościach? Inne pytania: czy na pewno zawarli tam wszystkie potrzebne składniki? A co z przyswajalnością? Bo czasami obecność jednych składników utrudnia wchłanianie innych. A tu jest tylko jeden rodzaj posiłku.

Tak, świat biochemii jest bardzo skomplikowany. Ile potrzebnych substancji jest nieodkrytych, których nie dodano? Szczególnie w warzywach, których jakoś na liście składników zabrakło.

Do tego w historii było mnóstwo prób "poprawiania" jedzenia, które to kończyły się źle. Często okazywało się to niestety dopiero po wielu latach.

Można częściowo ograniczać te zagrożenia jedząc dodatkowo surówki, ale i tak na razie jestem ostrożny. Oby próba zyskania godziny więcej dziennie nie spowodowała znacznie krótszego życia. Eksperyment wkrótce zakończę.

[Dopisek] Nie uważam, żeby takie jedzenie było dobre w długim terminie. Natomiast może ono być użyteczne dla wegan w podróży, gdyż na wyjazdach może być ciężko o dobre i wegańskie jedzenie.



10 komentarzy:

  1. Od dawna istnieją odżywki dla sportowców jak gainery, MRP, które zastępują posiłek. Oparte na różnym białku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Od dawna istnieje bretarianizm .Jest jeszcze tańszy .W sam raz dla minimalisty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, bretarianizm nie istnieje. No chyba że niedługo przed śmiercią ;).

      Usuń
  3. A jakie było Twoje odczucie sytości po takim rozpuszczalnym posiłku? Da się wytrzymać kilka godzin pracując fizycznie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczucie sytości było dobre.

      Nie poczułem różnicy przy wysiłku fizycznym.

      Usuń
  4. Jestem na nie.
    Po pierwsze biochemicy ciężko pracują, ale jeszcze nie odkryli wszystkich zależności między zdrowiem a substancjami pobieranymi w żywności. Co jakiś czas wydarza się kolejna "rewolucja" i powstają nowe wytyczne i piramidy żywieniowe - skąd możesz mieć pewność, że takie posiłki faktycznie dostarczają Ci wszystkiego, co potrzebujesz? Oznaki niedoborów czasem widać dopiero po kilku latach... Naturalne, z dobrego źródła jedzenie i jak najmniej przetworzone jest zapewne najlepsze.
    Po drugie człowiek potrzebuje zbyt wielu różnorodnych substancji, żeby dostarczać je w postaci monotonnej papki.
    Po trzecie człowiek musi gryźć i przeżuwać. W jamie ustnej nie tylko rozpoczyna się proces trawienia, ale także wysyłany jest sygnał do dalszych części układu pokarmowego, dzięki czemu mogą się przygotować na przyjęcie pokarmu. Oprócz szczególnych wyjątków, gdy osobom chorym zaleca się dietę płynną, powinniśmy jak najwięcej gryźć - to sprzyja nie tylko utrzymaniu wagi, ale ma też wpływ na stan zębów. Polecam książkę o "Kupa szczęścia" Adriana Schulte.
    Na koniec: szczerze, to zdziwił mnie taki wpis akurat na Twoim blogu. Rozumiem, że szukasz nowych rozwiązań, ale wydawało mi się, że zawsze dryfowałeś bardziej w stronę eko i naturalności (pamiętam, że kiedyś zachwycałeś się surowymi warzywami). Mam nadzieję, że to chwilowa fascynacja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tofalaria, ja się z Tobą zgadzam :)
      - że nie mam gwarancji, że ta żywność zawiera wszystko co potrzebne
      - że stała konsystencja pożywienia może utrudniać przyswajanie niektórych związków
      - że człowiek powinien gryźć i żuć (badanie o pozytywnym wpływie gryzienia na mózg: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4466515/)

      Tak, to chwilowy eksperyment :). Dzięki za czujną reakcję :).

      A jeśli jesteśmy w temacie zdrowej żywności: podziwiam wytrwałość w prowadzeniu bloga o kiszonkach: http://kiszonki.blogspot.com/. Czy to już Twój biznes?

      Usuń
    2. Nie, to w dalszym ciągu hobby. ;) Nie mam nawet reklam na blogu i raczej tak zostanie.
      Na marginesie. A propos surowych warzyw - pisałeś kiedyś o niebezpieczeństwach związanych z jedzeniem surowizny. Chodzi o zatrucia niekontrolowanymi bakteriami. A wiesz, że kiszenie, a konkretnie kwaśne środowisko, świetnie likwiduje nawet tak groźne szczepy jak laseczka jadu kiełbasianego - obecna powszechnie w glebie? Prawidłowo ukiszone = bezpieczne. To dobra wiadomość dla fanów raw.

      Usuń
    3. Co do tych bakterii to ciekawostka: nie przypominam sobie, bym od tych kilku lat od napisania tego wpisu miał jakiekolwiek problemy po surowych warzywach.

      A co do kiszonek, to moje zainteresowanie rośnie :).

      Usuń
  5. Sam chyba nigdy nie podjąłbym się takiego wyzwania. Sam też uwielbiam chrupać, żuć i gdy miałem pić samą odżywkę białkową to skutecznie mnie odrzucało od niej. Chyba nie dla mnie takie eksperymenty. :)

    OdpowiedzUsuń

Zachęcam do napisania komentarza :). Chętnie je czytam. Jeśli chcesz komentarzem zareklamować swoją stronę, to proszę upewnij się, że faktycznie przeczytałeś wpis, a Twój komentarz ma co najmniej kilka zdań. Zwiększy to szansę na publikację :).