Dojazd wypożyczoną hulajnogą elektryczną




Hulajnogi elektryczne to kolejna rewolucja dużych miast. Obserwuję to zjawisko z sympatią, bo widzę jak kolejne rozwiązania techniczne zmierzają do poprawy miejskiego powietrza oraz poziomu hałasu. Widzę, jak mnożą się opcje na dojazdy, że samochód staje się już tylko jedną z nich i to niekoniecznie najlepszą.

Poniżej załączam zrzut ekranu z mojego telefonu. Ile tam jest różnych możliwości dojazdu!


Wiele z tych opcji to kwestia ostatnich lat. W tej rewolucji bardzo pomogły smartfony.

Ostatnio kilka razy spróbowałem przejażdżki hulajnogą Lime. Rejestracja zajęła chwilę. Każdorazowe wypożyczenie to kwestia sekund. Podobnie zwrot, tym bardziej, że hulajnogi można zostawiać nawet na chodniku (byleby tylko nie utrudniać przejścia).

Jazda jest przyjemna. Podczas jazdy stwierdziłem, że nazwy wielu firm od tych hulajnóg pasują do moich odczuć. Bird - bo można się poczuć jak ptak. CityBee - jakby się było pszczółką miejską, co lata od miejsca do miejsca.

Nazwy innych firm też mają ciekawe skojarzenia: Lime: koło hulajnogi przypomina limonkę w przekroju. Hive - bo tych hulajnóg jest tyle, że przypomina się ul pełen pszczół.

Dogodnie jest łączyć dojazdy tymi hulajnogami z innymi środkami transportu, np. trochę przejechać komunikacją miejską, trochę Veturilo, a trochę hulajnogą.

Mój kolega kupił sobie tego typu hulajnogę. Jechał do biura i z powrotem. Łącznie kilkanaście kilometrów dziennie. Był zadowolony. Taki zakup może być korzystny. Byleby tylko nie kupować taniej, bo było kilka ekstremalnych przypadków, że ... hulajnogi wybuchały. Sam na razie nie będę kupował, bo bardzo dużo sztuk jest w ofercie wynajmu.

Jazda może być szybka, np. 25 km/h, o ile warunki "drogowe" na to pozwolą. Gdy jest bowiem dużo pieszych, może to być zbyt niebezpieczne i wtedy rozsądnie jest jechać wolniej. Zresztą bezpieczeństwo to ważna kwestia: aplikacja podpowiada, żeby rozważyć jazdę w kasku. Za to w różnych wiadomościach można przeczytać o większej liczby urazów głowy od wypadków z powodu hulajnóg. Nic dziwnego: co będzie, gdy rowerzysta jadący 30 km/h zderzy się z hulajnogą rozpędzoną do 25 km/h? Tak, te pojazdy mogą być niebezpieczne, przydałby się przedmiot w szkole o tym lub kto wie: może nawet wymóg posiadania prawa jazdy.

Inną pułapką tych hulajnóg to ... lenistwo. Jeśli mamy do wyboru: "męczyć się" rowerem miejskim (np. Veturilo), szybkim spacerem albo jechać hulajnogą elektryczną, to co wybierzemy? Gdy raz wybierzemy wygodę, to nic się nie stanie. Lecz po setkach razy  możemy mieć już gorszą formę fizyczną, większy brzuszek i gorsze samopoczucie.

Jeśli zdrowie nas nie zmotywuje, to może dokonają tego pieniądze. Jazda jest dużo droższa niż w przypadku komunikacji miejskiej, rowerów miejskich, a już o własnym rowerze czy nogach nie wspominając.

Niemniej jednak, od czasu do czasu jest to wygodna opcja i przyjemne doświadczenie :).